Szumnie zapowiadane, podbijające wyniki sprzedaży Dragon’s Dogma demo gry wartej obecnie 5000 zł wylądowało na dyskach naszych pe es trójek. Przyznam szczerze, że emocje wzbudzane przez trailer ukazujący starcie Leona i Chrisa, odzwierciedlane kolejnymi smsami do redakcyjnych kolegów (których przez grzeczność nie przytoczę),  były stopniowo ostudzane wraz z każdym fragmentem rozgrywki ukazującym się w Internecie. Teraz przyszedł  czas na rozprawienie się z Resident Evil 6 public demo. Co w nim znajdziemy? Trzy całkiem długie, jak na 900 megowy plik fragmenty kampanii i to dla 3 tytułowych bohaterów i ich partnerów. Oddając honor twórcom nie zamierzam w tym miejscu pisać o wrażeniach wizualnych i ewentualnych błędach w mechanice gry. Na to przyjdzie czas na początku października, kiedy to położę ręce na pełnym produkcie. Dziś wiem jednak , że nie będzie to najprzyjemniejsza recenzja w mojej karierze.

Zacznijmy od fragmentu z Leonem Kennedym. Po zastrzeleniu prezydenta USA (nie oszukujmy się, scena ta pojawia się w co drugim materiale więc nie powinien już być to żaden SPOJLER) były policjant, a obecnie super tajny agent działający na zlecenie rządu wraz ze swoją partnerką Heleną Harper ma za zadanie uciec z akademickiego kampusu. Sterowanie pozostało niezmienione, ale dodano pewne usprawnienia. Wreszcie możemy się poruszać i strzelać – jest to jednak masakrycznie wolne! Być może to stary nawyk, ale przez całe demo wolałem stanąć i spokojnie wycelować. Strzelamy w zombie!  Jednak ich design nie jest taki jak się spodziewałem. Przez te 20 minut gry natrafiłem na jednego policjanta i od groma nadgniłych dorosłych przebywających przypominam w placówce akademickiej. Szczerze 14 lat temu (Resident Evil 2) dużo większe wrażenie zrobiły na mnie kobiety zombie i możliwość rozczłonkowania ciała większości umarlaków, nieograniczającego się jak w tym przypadku do headshota. Jeśli trafimy w korpus truposz parę razy drgnie/podskoczy i upadnie w taki sam lub bardzo podobny sposób co poprzedni. Studencka przeprawa Leona miała być tą najstraszniejszą jednak spadająca  po schodach puszka po napoju (w dodatku w przerywniku) to zdecydowanie za mało by zrobić komuś jakąkolwiek mentalną krzywdę…

Następny w kolejce jest Chris Redfield i jego Bad Company. Komandos potrafiący przesuwać głazy jednym „bajcepsem” tym razem wspiera dobrą miną żółtodziobów, prowadzi kolumnę Humvee i chowa się za osłonami prując ołowiem! Co więcej przycisk L1 odpowiadający za celowanie pozwala jednocześnie na przyklejanie się do ścian o każdej wysokości i szerokości, jednak gdy chcemy się schylić musimy docisnąć X jeden jedyny raz. Jeśli zrobimy to ponownie postać wstaje i przyjmuje na klatę kilogram ołowiu. Nasi przeciwnicy sypią bowiem na prawo i lewo i to z broni najróżniejszego kalibru. Gdy ich wykończymy pojawia się boss. Nie żaden Nemesis czy Tyrant, który zapada w pamięć na długi czas, tylko chodząca kupa mięcha z ogromną czerwoną bulwą na plecach w którą trzeba… zgadza się pruć ołowiem. Trochę podrepcze, rozwali jeden dwa budynki, ryknie i sobie pójdzie. Nie wiem ale wydaje mi się, że w horrorach pękające szyby w oknach sprawdzają się dużo lepiej niż powiększające się sterty gruzu…

Ostatnią dostępną postacią jest Jake, wyszczekany klon Dantego znający Kung Fu i posiadający (nie wiadomo dlaczego) największy arsenał w swych kieszeniach. Rozgrywka w jego przypadku nie różni się zbytnio od tej znanej z kampanii Chrisa. Chowamy się za osłonami strzelamy zbieramy przedmioty (dużo szybciej niż dawniej) i uciekamy przed zbłąkanymi statystami z Jurajskiego Parku. Nasi przeciwnicy zmieniają się bowiem w małe ale bardzo ruchliwe i plujące dinozaury. Jest trochę skakania po dachach oraz walki wręcz. Tyczy się ona każdej postaci jednak w wydaniu Jake’a ma być ona najbardziej rozbudowana. Ma być bo póki co nie jest (pominę ten Power Punch). Gdy znajdujemy się w bliskim kontakcie ze zgniłkiem możemy go kopnąć, wyprowadzić cios prosty lub jeśli jest wystarczający słaby zakończyć starcie finiszerem – rozbić głowę o ścianę, zabawić się w stylu WWF czy wykonać dekapitację szpadlem lub innym przedmiotem trzymanym przez zombie.  Sprawdza się to bardzo dobrze, nawet aż za… W momencie w którym otoczy nas grupka zombie, powinniśmy poczuć jakiekolwiek zdenerwowanie, a stopień trudności całej sytuacji minimalnie podskoczyć. My tym czasem radośnie mashujemy pojedynczy button i rozdajemy kopniaki na prawo i lewo..

Po godzinie spędzonej z demem Resident Evil 6 mam totalny mętlik w głowie. Od strzelania i pokonywania kolejnych metrów mam Gears of War. Od straszenia Dead Space. Czy pomiędzy tymi tytułami znajdzie się miejsce na półce na kolejny odcinek Biohazard? Myślę, że nie i nie dlatego, że przestała być horrorem czy zmieniła się diametralnie w stosunku do poprzednich części, tylko dlatego, że straciła gdzieś swoją unikatowość. Dotyczy ona nie tylko fabuły, która z roku na rok stawała się coraz głupsza, ale i poziomu trudności, bohaterów, przeciwników – tych elementów z którymi większość z nas łączy naprawdę masa dobrych wspomnień…

 

Premiera gry : 02.10. 2012 r.

Comments are closed.