Deadlight – recenzja

Niektóre produkcje w świecie gier wideo nie zaskakują nowymi pomysłami fabularnymi, ale rozwijają już istniejące. Takim właśnie tytułem jest Deadlight. Opowieść przedstawiona w grze dotyka problemu przetrwania i woli walki o lepsze życie. Twórcy sprofilowali głównego bohatera (Randall Wayne) na osobę o silnym charakterze i równie mocnej sile fizycznej. Kiedy to w skutek traumatycznych wydarzeń rozgrywających się w Seattle zostaje zmuszony do walki i ratowania życia swoich bliskich. Pamiętam jak zobaczyłem pierwsze obrazy przedstawiające produkcje Tequila Works wiedziałem, że będzie to gra o ciekawej oprawie audiowizualnej. Dostałem jednak znacznie więcej, niż się spodziewałem.

Deadlight korzysta z modnego schematu: “Zombie! A potem uciekaj w miejsce, gdzie będzie jeszcze więcej zombie”. Tutaj nie ma nic, czego byśmy się nie spodziewali po tego typu historii. Na plus zasługuje fakt, iż opowieści nie osadzono w teraźniejszości. Wszystko zaczyna się w 1986 roku. Pojawia się tajemnicza choroba. Ludzie umierają, aby przemienić się w nieumarłych. Garstka ocalałych kryje się po kanałach (o nich samych więcej później) lub w miejscach uznanych za bezpieczne.

Reszta to już standard: podczas podróży ku lepszemu zostajemy zmuszeni do eksterminacji kolejnych hord zombiaków pojawiających się na naszej drodze, a przy okazji poznajemy równie uroczych ocalałych. Po pewnym czasie odkrywamy mroczne sekrety skrywane przez Randalla Wayne’a, które dodają do wątku przetrwania chęć powrotu do życia z zatracenia, jakie dotknęło głównego bohatera. Brzmi znajomo? Deadlight nie nosi w sobie znamion oryginalności w podejściu do tego typu tematyki. Jednak, jak przekonacie się na końcu gry, jest ona w pewien sposób rozwinięciem już istniejących pomysłów oraz metod prowadzenia wątków w tego typu produkcjach. Niemniej warstwa fabularna dobrze współgra z tą audiowizulną.

Jestem przekonany, że wielu z graczy, którzy 1 sierpnia 2012 zdecydowali się kupić Deadlight, zrobiło to przez fantastycznie wykonane tła, które towarzyszą nam przez większość gry. Wyjątkiem jest etap rozgrywający się w kanałach, gdzie stylistyka poziomu zmienia się z post-apokaliptycznej na bardziej industrialną. Zmiana ta dla jednych może okazać się ciekawym urozmaiceniem, a dla drugich (w tym mnie) niepotrzebnym zapychaczem, który jedynie na siłę udziwnia całość.

Oprawa graficzna bazuje na Unreal Engine, co widać we wręcz bliźniaczym podobieństwie do innego tytułu wykorzystującego ten silnik graficzny– Shadow Complex. Jest mroczno, a światło ujawnia tylko ogrom zniszczeń, jakie dotknęły miasto podczas epidemii. Widać zniszczone budynki, gigantyczne karambole, resztki, jakie zostały z oddziałów wezwanych na interwencję oraz opuszczone przez mieszkańców domy i mieszkania. To robi wrażenie i potęguje uczucie pustki, jakie towarzyszy nam przez cała grę. Smaczku całej kompozycji dodają napisy na murach, resztki ludzkich ciał oraz zombie powieszone przez watażków jako ostrzeżenie dla niezarażonych, aby nie udawać się w ten rejon.

W kwestii dźwiękowej gra wypada już znacznie gorzej. O ile nie można przyczepić się do jakości dialogów jak i samej gry aktorskiej, o tyle dźwięki wystrzałów, walki a nawet jazgot, jaki ilustruje „mowę” zombie, wypada słabo i nieprzekonywująco. Zwróćcie uwagę chociażby na to, w jaki sposób brzmi ciężki karabin maszynowy pojawiający się w jednym z etapów. Także muzyka nie jest w Deadlight elementem potraktowanym z należytą pieczołowitością. Pojawiają się dwa jej ciekawe momenty, które zostają przyćmione przez resztę bezpłciowej plamy muzycznej.

Najprościej rzecz ujmując: jak w każdą platformówkę. Celem gry jest przejście z jednego do drugiego punktu ulokowanego na przeciwległym krańcu mapy. Większość poziomów opiera się na pokonywaniu przeszkód, od czasu do czasu wykorzystując otoczenie lub inne znajdujące się po drodze przedmioty (głównie skrzynie). Zadania zostają skomplikowane przez zombie skutecznie utrudniające nam poruszanie się po danej lokacji. Problem staję się naprawdę poważny kiedy pozwolimy się otoczyć zgrai takich przyjemniaczków. Jedyne, co nam wtedy pozostaje, to wczytanie poprzedniego zapisu.

W niektórych momentach gra nabiera tempa charakterystycznego bardziej dla gier akcji lub survival horrorów, w których nie ma czasu na zastanawianie się nad następnym posunięciem. Pikanterii całości dodaje fakt występowania skryptowych scen, które często kończą się śmiercią głównego bohatera, o ile gracz nie podjął prawidłowego wyboru.

Największym zarzutem, jaki można skierować w stronę produkcji Tequila Works, jest czas całej zabawy. Mnie, mimo naprawdę niezdarnej i przesyconej piwem gry, udało się ją skończyć w czasie przekraczającym nieco ponad 4 godziny. To stanowczo za mało zważywszy na fakt, iż  przechodząc ją drugi raz można skrócić ten okres do poniżej 2 godzin (sic!).

Deadlight na tyle innych nowości ukazujących się w cyfrowej dystrybucji wyróżnia się ciekawym pomysłem na rozwinięcie idei fabularnych związanych ze światem zombie, intrygującą oprawą audiowizualną oraz przyjemną rozgrywką. Czy potrzeba czegoś więcej, aby nazwać grę udaną? Moim zdaniem warto wydać 1200 MSP na ten tytuł! Zdecydowanie jedna z ciekawszych gier, w jakie ostatnio miałem przyjemność zagrać.


Ocena: 90/100


Plusy:

– oprawa audiowizualna,

– wysoka grywalność,

– klimat, klimat, klimat.


Minusy:

– za krótka.

Gameplay 5
Video 5
Audio 5
Ocena 5