Halo 4 – recenzja

Gdyby dziś ktoś zapytał mnie, czemu każda część Halo jest przyjmowana z tak dużym entuzjazmem i radością nie wiedziałbym, co odpowiedzieć. Nie dlatego, że w sumie nie wiem co mnie bardziej w niej kręci. Nie wiedziałbym, co uznać za znamienne i intrygujące w tym xboxowym „ekskluziwie”. Zbyt wiele rzeczy wydaje mi się dobre i w pewien sposób przyciągające mnie do tego tytułu. Czwarta część historii Master Chief’a jeszcze bardziej nakręca atmosferę. To coś więcej niż gra nastawiona na historię dziejąca się w kosmosie oraz sieciowe zniszczenie w jakim lubują się użytkownicy konsoli Microsoftu. To opowieść o poświęceniu wymieszanym z samotnością, poszukiwaniem miejsca w czasie i przestrzeni. Taka, z którą każdy z nas może się identyfikować. Przyjrzyjmy się jej zatem bliżej.

 

Microsoft/mat. prasowe

 

Wielka draka w galaktyce

Master Chief zapadł w długi zimowy sen. Podczas gdy smacznie spał, siły zła postanowiły się przegrupować oraz ponownie sprzymierzyć w celu zniszczenia ludzi. Tak mijają 4 lata, a ziemianie znów potrzebują pomocy szefa wszystkich szefów. Tutaj zaczyna się właściwa historia. Master Chief zostaje obudzony przez Cortane aby ponownie skopać dupę paru niegrzecznym i brzydkim kosmitom. Tym razem jednak pojawia się trzeci gracz. A jak wiadomo tam gdzie dwóch się bije…

Wiele wątków ujętych w kampanii dla jednego gracza jest kontynuacją motywów znanych z poprzednich odsłon serii. Ich wymienianie nie wydaje się potrzebne. W czwartej części jeszcze mocnej zostaje zaakcentowany temat wewnętrznych rozterek jakie dotykają szefa oraz całej rasy (bo takiego terminu najlepiej jest używać) superżołnierzy Spartan – ostatniej nadziei ludzkości na wygranie z siłami przymierza. Stworzeni w celu obrony, uformowani na maszyny do zabijania jednak obdarci z wyższych potrzeb oraz pozbawieni życia prywatnego. Jeśli wojna się skończy, to co stanie się z tymi którzy ją wygrali? Czy będą jeszcze potrzebni? A może woja nigdy się nie skończy i jednym sposobem na przetrwanie ludzkości jest przejście na wyższy stopień ewolucji? Wyzbycie się człowieczeństwa na korzyść większej integracji z mechanicznymi i komputerowymi ulepszeniami? Na te pytania poznacie odpowiedź jeśli zdecydujecie się zagrać w Halo 4. Kampania starczy Wam na 7-8 godzin rozrywki. To taki dzisiejszy standard. Pamiętajcie o tym aby się nie spieszyć. Delektujcie się i poznawajcie ten tytuł. Gra jest tego warta. W zamian odwdzięczy się pozytywnymi doświadczeniami oraz chęcią na więcej. Fani się zakochają. Nie-fani będą mieć świadomość dobrze spędzonego czasu.

źródło: materiały prasowe

Żeby szef był szefem

Gra zmieniła się. W zasadzie  ewoluowała. Począwszy od szaty graficznej do przeprojektowanych dźwięków otoczenia i modyfikacji związanych z uzbrojeniem i interfejsem użytkownika. Spokojnie. Rozgrywka nie uległa zmianie. Widać, że zarówno 343 Industries jak i samemu Microsoftowi zależało aby zachować tą samą atmosferę jaka towarzyszyła nam w poprzednich częściach Halo.

Nie da się ukryć, że największej transformacji uległa właśnie oprawa audiowizualna. Halo jeszcze nigdy nie było tak piękne. Całość zyskała splendoru, stała się bardziej dojrzała. Otoczenie choć czasami puste, co jednak w kontekście kosmicznych instalacji i ciemności wydaje się oczywiste, sprawia wrażenie dużo bardziej dopracowanego – przez co podziwianie kosmicznych i planetarnych widoków ma sens. Jest to jedna z przyjemniejszych rzeczy jakich doświadczyłem w Halo 4. Koniecznie zatrzymajcie się na chwilę podczas pędu ku kolejnemu celowi. Warto.

Audio w Halo 4 jest ucztą dla koneserów dobrze zaprojektowanych dźwięków. Pomijając kwestie muzyki (której poświeciłem osobny akapit) daję się odczuć (szczególnie dysponując odpowiednim systemem audio) precyzję z jaką sound design’erzy podeszli do kwestii dźwięków organicznych i odgłosów świata przedstawionego w grze. Guziec przestał brzmieć jak skuter dla modnej damy z dużego miasta. Broń w końcu dostała kopa i brzmi tak jakbyśmy operowali rzeczywiście istniejącym uzbrojeniem. Pieczołowitość z jaką przygotowano wszystkie elementy nadaje grze spójności, przez co dużo lepiej zachodzi zjawisko immersji. Jednym elementem jaki wydaje się odziedziczony po poprzednich odsłonach Halo jest miejscowa pustka i wtórność pewnych lokacji. Choć w moim przekonaniu i tak jest dużo bardziej różnorodnie niż poprzednio.

Przechodząc do kwestii rozgrywki widać, jest to to samo Halo jakie wszyscy znają i kochają. Szef jest szefem i nie ma sobie równych. Walka głównie w zwarciu przeplatana nielicznymi snajperskimi epizodami które chcący i tak mogą pominąć. Przeciwnicy atakują grupami a w korelacji do pojawienia się nowej rasy całość nabrała jeszcze większego tempa. Nowi wrogowie dodali świeżości. Wymaga to od gracza nie tylko refleksu i odpowiedniego planowania eksterminacji, ale też podejmowania decyzji o tym kogo pierwszego należy zdjąć. Nie patrzcie na rozmiary. Duży i silny nie może się okazać prostszy do pozbycia niż zgraja niewydarzonych upierdliwców, którzy tak licznie lgną do nas w celu okazania czułości. W takich chwilach przydają się pojazdy. Zawsze podobało mi się to w jaki sposób twórcy Halo posługują się maszynami w celu urozmaicenia rozgrywki. Nie inaczej jest teraz. O ile maleństwo pokroju Ducha czy Guźca możemy sobie darować o tyle czołg Skorpion, mech Modliszka, VTOL bojowo-transportowy Pelikan czy supermachina  wojenna Mamut są już mocnym argumentem na powiedzenie „NIE” spragnionym bliskości przeciwnikom.

Boli mnie fakt marginalizowania znaczenia pozostałych sojuszników znajdujących się na polu bitwy. Są sobie bo są. Biegają od czasu do czasu do kogoś strzelą, rzucą jakimś „arcyśmiesznym” tekstem i na tym polega ich aktywność. Liczę, że to się kiedyś zmieni. Polska wersja gry prezentuję się przyzwoicie. Cortana mówi zbyt pieszczotliwym głosem a Master Chief jest pozbawiony jakiekolwiek charyzmy. Na plus zasługuję jakość tłumaczenia. Jest naturalne i nie powoduje odruchów wymiotnych.

 

 

W kierunku świtu

Misje pozwalają na grę zarówno w trybie dla pojedynczego gracza jak i w kooperacji przeznaczonej dla maks 4 graczy (tryb Spartańskie operacje). Są spójne fabularnie i w miarę urozmaicone. Raz dzieją się na planetach o ekosystemie zbliżonym do ziemskiego. A następnie przenoszą nas w pustkę i mroki kosmosu w których jedynymi źródłami światła są ludzkie lub kosmiczne kompleksy i pozostałości po aktywności. Umówmy się, w FPS’ach zawsze chodziło o eksterminację. Nie doszukacie się tutaj zagadek lub wysublimowanych zadań. To nie ta gra i nie ten klimat. Spartańskie operacje przedłużają rozgrywkę dla osób silniej nastawionych na wykonywanie zadań niż typową rozwałkę z trybu wieloosobowego. W momencie tworzenia tej recenzji było ich tylko pięć. Mają być sukcesywnie dodawane. Przewidywalność samych misji dodatkowych jest rekompensowana przez coś innego. Multiplayer. To on był zawsze siłą napędową popularności Halo. Tak też jest i teraz. Gry wojenne oferują zabawę dla 16 graczy podzielonych na dwa zespoły realizujące cel danego trybu. Nie sposób jest nawet wymienić wszystkich. Sami przekonacie się, że trybów jest tyle, że spokojnie starczą na wiele miesięcy zabawy. Różnorodnej zabawy. Prosty deathmatch drużynowy dostarcza tyle frajdy, że ciężko jest myśleć o wyborze kolejnego trybu. A wybór pakietów uzbrojenia oraz pełna modyfikacja postaci jeszcze bardziej wydłużają ten czas.  Zarówno misje dodatkowe jak i tryb wieloosobowy został przygotowany z równą starannością co tryb dla jednego gracza. Wszystko to sprawia, że spokojnie można Halo 4 zakwalifikować do miana jednej z najlepszych sieciowych strzelanin ten generacji. Stawiając ją obok takich tuzów jak Battlefield czy Call of Duty.

 

 

Eufonia

Muzyka w Halo 4 została skomponowana przez Neila Davidge’a. Muzyk, kompozytor i producent muzyczny odpowiedzialny m.in za brzmienie Massive Attack. Z ciekawszych projektów w jakich brał udział warto wymienić Unkle oraz współpracę z Dawidem Bowie.

Sam soundtrack do Halo 4 to kombinacja wszystkich  fascynacji kompozytora. Od klasyki, orkiestrowych chórów po eksperymentalne, poddane silnej postprodukcji brzmienie analogowych syntezatorów. Mnóstwo arpeggio, emocjonalne intro, dynamiczne outro. Klimat miejscami pompatyczny na szczęście przechodzący bardziej w kierunku większej dynamiki i stanów zagrożenia, niepokoju niż durnej powagi i nabzdyczonej muzyczki. Przykładem niech będzie „Ascendancy” zaczynający się od wspomnianego miksu tradycyjnej muzyki orkiestrowej z elektroniką stopniowo łączący te dwa zupełnie inne formy wyrazu. W ten jednak dobry, spójny i smaczny sposób. Moim absolutnym faworytem jest Nemezis. Ten utwór idealnie wpasował się w etos walki jaki prześladuje Master Chiefa. To jeden z tych utworów obok których ciężko jest przejść obojętnie. Szczególnie słuchając go ponownie na iTunes. A jeśli poruszaliśmy już kwestie zakupowe to soundtrack został wydany w dwóch wersjach. Standardowej oraz rozszerzonej (Deluxe Edition) zawierającej remiksy utrzymane w różnych klimatach. Od hi-endowej wiksy zaserwowanej przez Sandera Van Doorna (To Galaxy  – Sander Van Doorn & Julian Jordan Remix) przez Dubstep (Ascendancy  – Caspa Remix) do podanych rewitalizacji syntetycznych brzmień Bobby Tank’a (Requiem  – Bobby Tank Remix). Najciekawiej wypada tech-house’owy remiks Brazylijczyka, Gui’a Boratto (Awakening – Gui Boratto Remix). Minimalistyczna muzyka taneczna idealnie wpisuje się w klimat pustki i kosmicznej wędrówki z jakim będziecie mieć do czynienia grając w Halo 4.

Nowe wydawnictwo Microsoftu ma jeden z najlepiej skomponowanych i wyprodukowanych soundtracków. Zdecydowanie warto wrócić i odsłuchać go jeszcze raz poza grą.

 

 

Parę słów na zakończenie

Nie ma gier idealnych ale są gry niesamowite. Taką właśnie grą jest Halo 4. Ciężko jest podać naprawdę rażące wady lub uchybienia jakich dopuścili się twórcy. Ich po prostu nie ma. Jedyną niemiłą niespodzianką jaka spotkała graczy chcących 6 listopada zagrać w tryb sieciowy, była niestabilność serwerów oraz problemy z dołączeniem do sesji. Jednak w momencie publikacji tej recenzji wszystko działa prawidłowo.  Podobna sytuacja ma miejsce z zarzutami o bezpłciowość samej kampanii oraz przewidywalność zakończenia. Nie bądźmy naiwni – nikt nie odważyłby się definitywnie zakończyć serii Halo.  Tak to spojler i zarazem zachęta do zagrania. Nie ma nic w tym dziwnego, że na końcu tego typu opowieści ktoś zamiast kropki znów stawia znak zapytania. Dostaliśmy wyjątkową grę, dla której jedni będą zaniedbywać swoje obowiązki domowe a drudzy zarwą cały wieczór aby ukończyć single player. Cieszmy się nią. Odwdzięczy się nam niesamowitymi widokami, poruszającą muzyką i godzinami radości spędzonymi w multi.

 

Nie mamy skali oceniania. Gdyby takowa istniała, spokojnie moglibyście przyjąć, że Halo 4 dostało najwyższa z możliwych not. Kandydat do gry roku? Zdecydowanie tak! Za przemawia też cena, która rozpoczyna się już od 155 zł za sztukę.

 

 

Gameplay 10
Video 9
Audio 9
Ocena 9