Tony Hawk’s Pro Skater HD – recenzja

It has to start somewhere. It has to start sometime. What better place than here. What better time than now…Te słowa, które jak ulał pasują do wszędobylskiej mody obecnej generacji na odświeżanie gier, mogliśmy usłyszeć oglądając intro i grając  w Tony Hawk’s Pro Skater 2. Dobra wiadomość jest taka, że dzięki uprzejmości Robomodo grać możemy znów, słuchać już nie.  Odświeżona wersja „pana Jastrzębia” nie tylko pod względem oprawy dźwiękowej jest najbardziej wybrakowanym tytułem z jakim miałem ostatnio kontakt, a do tego dość drogim (Virtua Fighter Final Showdown kosztował tyle samo!). Czego brakuje? Niemal wszystkiego zaczynając od kultowych (co prawda kiedyś) kapel, po wydawałoby się oczywiste opcje rozgrywki. Bolesny jest to fakt, tym bardziej że cała gra jest (przynajmniej w założeniu) połączeniem najlepszych elementów pierwszej i drugiej części i hołdem złożonym całej serii.

Zasady się nie zmieniły. W dalszym ciągu mamy dwie minuty na przejazd i szereg zadań do wykonania. Siłą tego „symulatora”, jak niegdyś była nazywana ta pozycja, tkwiła w prostej klawiszologii, nieograniczonych możliwościach i wysoko ustawionej poprzeczki, nie tylko przez samą grę, ale i przez kolegów wyciskających coraz większe punktowe comba. Za pomocą trzech przycisków każdy mógł robić graby, ścierać poręcze i rurki czy kręcić flipy. Balansując krzyżakiem i skacząc z przeszkody na przeszkodę patrzyło się tylko na pojawiające się po sobie 0. Jak jest teraz? Niby tak samo, ale nie do końca. Sterowanie pozostało niezmienione jednak fizyka naszego skatera pozostawia wiele do życzenia. Pomijając bugi, których tolerancja jest dużo większym wyzwaniem niż wszystkie „Sick Score” mam wrażenie że nasz skater ma trochę mniejszego skilla niż 14 lat temu. Raz nie wskoczy na manuala, innym razem nie złapie piątej czy szóstej rurki w naszej sekwencji. Innym razem wyląduje gdzieś w niezbadanej materii lewitując przez moment zabierając nam cenne sekundy. Animacja upadków również pozostawia wiele do życzenia…

 

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wszystkie wirtualne kontuzje umila nam z*******y soundtrack. Papa Roach, Rage Against the Maschine, Naughty by Nature, CKY, Alien Ant Farm. Przyzwyczailiśmy się więc nam to zabrano. Muzycznych powrotów mamy dokładnie siedem (spokojnie Superman i Bad Religion się załapało) i tyle samo nowych utworów, pasujących do jazdy na desce jak skater do festiwalu harley’owców. Sprawdźcie sami

Co jeszcze ukradli? Lokalny co-op! Możemy zapomnieć o kanapowej rywalizacji z kumplem pijąc piwo i/lub lecząc niedawną kontuzję. Multiplayer jako taki jest, ale tylko jeśli jesteśmy połączeni z siecią. Przeglądając (niesamowicie brzydkie i ani na mm nieatrakcyjne) menu  natrafiamy na kolejnych jakże istotnych nieobecnych i nie mam tu na myśli Boba Burnquista, Steve Cabarello, Chada Muskę i inne ikony tego sportu, których zastąpiła m. in dziewczyna T. Pastrany, tylko kreator skatera i poziomów! Normalnie ręce opadają…

Czy warto jest w ogóle zwrócić uwagę na ten twór? Mimo wszystko tak. To stary (ale niezbyt  dobry) Tony Hawk, wymagający jeszcze bardziej niż wcześniej, ale co ważniejsze uruchamiających lawinę wspomnień – poziomami, zadaniami, ale przede wszystkim takim samym jak 14 lat temu wjazdem na ambicje przy każdej sekwencji. Jeśli chcesz powspominać za 50 zł kupuj śmiało, ale jeśli postać Tony’ego nie kojarzy Ci się z dzieciństwem lub posiadasz egzemplarz Tony Hawk’s Pro Skater 2 na półce poczekaj na 50% przeceną lub całkowicie odpuść.

 

Gameplay 5
Video 5
Audio 5
Ocena 5